Site logo

Hej, jestem Łukasz

Najciekawsze rzeczy rzadko dzieją się wtedy, gdy wszystko idzie zgodnie z planem. Prawdziwa historia zaczyna się zwykle w momencie, w którym rzeczywistość mówi „sprawdzam” i zmusza nas do improwizacji. Z czasem przestałem traktować te momenty jako przeszkody i nauczyłem się widzieć w nich integralną część drogi. Nazwa tego bloga – „Plan był inny” – to mój manifest. To akceptacja tego, że życie jest zmienne, a my musimy być gotowi na adaptację i szukanie nowych rozwiązań tam, gdzie inni widzą tylko problem.

W ciągłym ruchu

Moja definicja podróżowania nie zawiera w sobie opcji all-inclusive. Zdecydowanie lepiej czuję się w ciągłym ruchu, szukając na mapie jakiegoś ciekawego miejsca do zobaczenia. Razem z moją żoną Helą wybieramy miejsca, które mają swój charakter, surowy klimat i przestrzeń do odkrywania. Nieważne, czy to objazdówka po szkockich bezdrożach, czy przemierzanie Islandii – najważniejsza jest dla mnie możliwość poczucia danego miejsca na własnych zasadach. Hotelowy basen zawsze przegra z widokiem ze szczytu, na który trzeba było wejść o własnych siłach albo z surowością północnego wybrzeża.

Na dwóch kołach i pod wodą

Lubię testować własne granice, choć każda z moich obecnych zajawek robi to w zupełnie innym środowisku:

  • Bikepacking i Ultra: Uwielbiam dystans i to, co dzieje się z głową po kilkunastu godzinach w siodle. Mam za sobą pierwsze starty w ultra gravelach i w planach kolejne. Przede mną też wyprawy z torbami, a w głowie kiełkuje już plan na pewną kultową trasę przez Toskanię… ale o tym opowiem, gdy przyjdzie odpowiedni czas. Rower to dla mnie wolność i rzadka w dzisiejszym biegu przestrzeń do czystego myślenia.

  • Nurkowanie: Temat nurkowania pojawił się w moim życiu kilka lat temu za sprawą Heli – to ona namówiła mnie, żebyśmy spróbowali. Poważniej zrobiło się przy okazji jej urodzin, na które dostała w prezencie kurs OWD (ang. Open Water Diver). Mojej obecności na tym szkoleniu w ogóle nie było w planie, ale uznałem, że to zbyt dobra okazja, by nie spróbować tego razem – no i oczywiście Hela potrzebowała partnera do pary. Pod wodą odkryłem przede wszystkim spokój i tę specyficzną mieszankę respektu oraz ekscytacji, wynikającą z faktu, że jako ludzie po prostu tam nie pasujemy. To zupełnie inny świat, w którym liczy się tylko „tu i teraz”, a ja mam już spory apetyt na więcej.

Satysfakcja z tworzenia

Z natury jestem po prostu ciekawy – lubię wiedzieć, jak rzeczy działają pod spodem i doświadczać procesu ich powstawania na własnej skórze. Cenię przedmioty i rozwiązania, które mają sens i trwałość, dlatego kiedy tylko mogę, sam zakasam rękawy i biorę się do roboty. Dla mnie praca przy konkretnym projekcie – niezależnie od tego, czy to serwisowanie sprzętu, czy drobne ulepszenia w domu – to najlepsza lekcja cierpliwości i odskocznia od cyfrowego świata. Samodzielne tworzenie i naprawianie dają mi satysfakcję, której nie kupię w żadnym sklepie. To ten moment, kiedy koncepcja w głowie zamienia się w coś realnego, co po prostu działa.

Po godzinach

Gdy potrzebuję zejść z obrotów, wybieram dobrą fabułę – nieważne, czy w formie thrillera, czy gry. Od jakiegoś czasu sprawdzam się też w inwestowaniu. Traktuję giełdę jako kolejną fascynującą grę strategiczną, w której liczą się realne liczby i chłodna analiza. Jestem też kibicem Manchesteru United, a więc regularnie funduję sobie dawkę sprzecznych emocji. I jak mantrę powtarzam sobie, że to w końcu ten sezon, gdy wszystko wróci na dobre tory. W tych wszystkich działaniach nie jestem sam. Ogromnym wsparciem jest dla mnie Hela. To ona dba o to, żeby moje pomysły miały odpowiednią oprawę – to jej estetyczne oko i praca odpowiadają za całą szatę graficzną tego bloga. Przede wszystkim jednak jest osobą, która wierzy we mnie nawet wtedy, gdy ja sam mam co do tego wątpliwości. Razem z nami przez życie maszeruje Bella, nasz staffik. To ona pilnuje, żebym między jednym a drugim wyzwaniem zawsze znalazł czas na solidny spacer i chwilę niezbędnego oddechu.

Łukasz - autor bloga Plan był inny

Znajdziesz mnie tutaj: